9. paź, 2016

- 10 -

 

"Teatr snów" - część 10

  

    ***

    – Jak to dobrze, że to wszystko już minęło – rzekłam do Kefasa z westchnieniem ulgi. – Cieszę się, że jestem z tobą.

    Mężczyzna o brązowych oczach delikatnie zagłębił dłonie w moich włosach. Później spojrzał na mnie czule i wyszeptał:

    – Kocham cię, Ruda, i zupełnie nie wiem, co z tym zrobić…

II. Katedra

Wróć do mnie

    Świt zastał ją na Placu. Siedziała na schodach Katedry i czekała, aż opadną poranne mgły. Jesienne słońce muskało jej drobną sylwetkę. Nagle żerujące nieopodal gołębie wzbiły się zaniepokojone i zakołowały z głośnym szumem skrzydeł.

    To on. – Ruda uśmiechnęła się lekko, widząc młodego mężczyznę.

    Był wysoki i dobrze zbudowany. Szedł zamyślony równym, sprężystym krokiem i gdy wydawało się, że jej nie zauważy, spojrzał. Ten jeden moment wystarczył.

    – Zaczęło się… – szepnęła do siebie kobieta.

    Wstała i nie oglądając się, ruszyła w stronę wejścia do Katedry. Dobrze wiedziała, że mężczyzna zatrzymał się, zdziwiony jej nagłym zniknięciem, ale czuła, że jej czas jeszcze nie nadszedł… Ich czas…

    Wracając do siebie, David czuł jakiś dziwny niepokój. Nie przepadał za spacerami przez Plac o świcie. Swym wyglądem za bardzo przypominał mu cmentarz dawno opuszczony nawet przez duchy. Długie, nadgryzione przez ząb czasu schody do Katedry o wyszczerbionych wieżach, wytłuczonych witrażach i ponurym wnętrzu oraz nieczynna fontanna w kształcie długowłosej dziewczyny ogarniętej przez kamienne płomienie były wątpliwą ozdobą tego miejsca. Unoszące się mgły, poprzecinane gdzieniegdzie promieniami wschodzącego słońca, dodawały widokowi posmaku niesamowitości. A wszystko, pokryte starym kurzem i pradawnym pyłem, trwało nieruchome, jakby nieobecne.

    Dlaczego tu jest tak szaro, smutno? – pomyślał David i wtedy ją ujrzał.

    Siedziała na zniszczonych schodach i przypominała posąg. Była cała spowita w czerń, niby otulona peleryną mroku. Jej bladą twarz ożywiał jedynie czerwony blask włosów. Mężczyzna stanął urzeczony. Ich spojrzenia spotkały się na moment, a wtedy ona znienacka wstała i… zniknęła w półobrocie, jakby rozpływając się we mgle.

    David przetarł oczy ze zdumienia. Wówczas jego wzrok padł na kamienną fontannę. Była pusta!

    Wróć do mnie… – usłyszał w sobie śpiewny głos. – Wróć…               

    – Odnajdę cię – powiedział głośno do siebie i wolno ruszył w stronę domu.

c.d.n.
 
 

©2016 Iwona Anna Dylewicz