9. paź, 2016

- 8 -

  

"Teatr snów" - część 8

 

Ruda. List

    Wzięłam pióro do ręki i napisałam pierwsze słowa listu. Świeca łagodnie oświetlała kąt, w którym siedziałam. Cały Pokój napełnił się dziwnymi cieniami, magicznymi kształtami, a wszystko rozdzierał blask. Właściwie dwa odcienie światła – błękitnoszary niedomkniętej nocy i złocisty lustrzanej świecy. W tle dała się słyszeć muzyka mroku.

    Granica cienia powoli zaczęła się zacierać, a słowa same cisnęły się na papier…

różowe słonie tańczą w kałużach

i pada deszcz

największe kwiaty w różowych okularach

na karminowych ustach…

lekko spadają w otwartych interwałach

pocieszając wstążki śpiące lizaki

tam gdzie światło księżyca

staje się ciszą

i złote drzwi prowadzą donikąd

i świece umierają

    Snem jesteś mi i zapomnieniem, Kefasie. Twoja miłość… Dlaczego ona tak boli?…

    Słowa są ułomne i płaskie. Nie sposób wyrazić nimi wszystkich uczuć. Zatraciły już swą pierwotną magię…

    Ale ja muszę, muszę rozmawiać z tobą. Moim śladem kroczy nieszczęście.

    Spacerując uliczkami twego serca, wsłuchuję się w tajemną muzykę nocy. Boję się ciemności życia. Mój płacz jest blisko mnie, we mnie. Umieram wolno, kiedy odchodzisz. Umieram we wnętrzu umierającej miłości…

    W kącie Pokoju zaczaiła się kosmata cisza. Przerwałam na chwilę pisanie.

    Czy cię jeszcze kiedykolwiek zobaczę, Kefasie? – pomyślałam i ponownie sięgnęłam po pióro.

    „Śnij mnie jeszcze – napisałam. – Wiesz przecież, że jestem, kiedy jesteś”.

Ukochany, znów rozmawiam z tobą…

W tej ciszy, którą noc przynosi…

pragnę mówić do ciebie…

I myślę, że ty także, najdroższy…

wspominasz, jak smutny sen…

naszą miłość, naszą miłość tak dziwną…

Mój miły, choć los nas nie połączy

nigdy i choć rozdzieli nas na wieki…

moje serce będzie zawsze twoje…

twoje myśli to są myśli moje…

moje życie to jest życie twoje…

tak jak twoim jest mój wielki ból[1]

    Twoja

    Ruda

    Zakleiłam kopertę i co tchu pobiegłam prosto do skrzynki na listy w kamienicy, w której mieszkał Kefas. Kiedy opuszczałam klatkę schodową, właśnie zaczynało świtać. Już byłam spokojna. Cudowny sen o rzeczywistości potrwa dłużej…

    Nagła fala gorąca objęła moje ciało. Bezszelestnie przebiegłam na drugą stronę ulicy.

    – A psik! – usłyszałam. W ślad za mną poleciał kamień. – A bodajby cię diabli wzięli, czarny potworze!

    Uciekałam, miaucząc przeraźliwie. Przez ludzkie przesądy o mały włos nie straciłam życia. Oni wierzą, że czarny kot przynosi pecha!

    Usiadłam nagle, nieprzytomnie rozglądając się dookoła. Była noc. Obok, oddychając miarowo, spał mężczyzna o brązowych oczach. Na jego twarzy malował się spokój.

    Przez sen objął mnie i przytulił do siebie. Delikatnym muśnięciem dłoni pogładził moje włosy.

    Zasnęłam…

Skazana

    Z rozciętej wargi kobiety spływała krew. Rozszalały szkielet-oskarżyciel krzyczał. Sędzia próbował przywrócić spokój i kilkakrotnie zastukał młotkiem.

    – Proszę o ciszę! – zagrzmiał. – W przeciwnym razie każę przerwać proces.

    Ciałem Rudej wstrząsnął tłumiony szloch. Kiedy wrzenie na sali w końcu ustało, Sędzia oddał głos obrońcy.

    – Dowody, które tu przedstawiono, na rzekome powiązania oskarżonej z siłami nieczystymi – zaczął swą mowę Czarny Anioł – są niewystarczające. Śmiem twierdzić, że nie można ich nawet brać pod uwagę. Oskarżyciel, chcąc za wszelką cenę udowodnić swoją rację, sprowadza świadków, którzy mało znaczącymi zeznaniami nic w zasadzie nie wnoszą do tego procesu, a tym bardziej nie potwierdzają zarzutów. Skąd wzięliście Rudą? – spytał, zwracając się bezpośrednio do upiornego Zgromadzenia. – Wyrwaliście ją ze Snu, aby postawić przed sądem – stwierdził oburzony. – Oskarżyliście o czary i miłość. Spójrzcie na tę kobietę. – Czarny Anioł wskazał palcem w jej kierunku. – Niech wasze puste oczodoły napełnią się światłem. – To powiedziawszy, obrońca oświetlił Rudą swoją pochodnią. – Ona nie jest cielesna! Jest wytworem waszych zwyrodniałych wyobraźni! Ale istnieje! Można jej dotknąć, można także zadać jej ból.

    – Cóż za paradoks! – przerwał zniecierpliwiony mnich-prokurator.

    – Jest kobietą fatalną – kontynuował niezrażony Czarny Anioł. – Mroczną i posępną. Posłuchajcie muzyki, która wypełnia jej duszę. Przecież to muzyka śmierci! Ruda jest wam bardzo pokrewna, ale nie możecie ścierpieć faktu, że chodzi własnymi drogami jak kot, dzika i niedostępna. A miłość? Granica między nią a nienawiścią wciąż się zaciera. Wy ją przekroczyliście – rzekł obrońca potępiająco. – Przepełnia was wrogość do wszystkiego, co choć trochę odmienne. Postanowiliście więc zlikwidować oskarżoną. Ruda jest niewinna! – powiedział stanowczo, podsumowując swój wywód.

    – Zniszczę cię – wysyczał oskarżyciel przez wyszczerzone zęby. – Pozbawię cię pochodni – zagroził zgrzytliwie Czarnemu Aniołowi.

    Sędzia po raz kolejny przywracał porządek na sali. Teraz Ruda miała głos. Rozejrzała się dookoła. Monstrualni mnisi o trupich twarzach siedzieli wyczekująco, patrząc zimno na jej sponiewieraną osobę. Czuła, że wyrok już zapadł.

    – W moich żyłach płynie śmierć – powiedziała. – Serce chore beznadzieją odmierza stany nieufności. Tylko w oczach ukryło się życie. – Kobieta urwała nieoczekiwanie, jakby delektując się nagłą ciszą. – A przecież w krzyku milczenia trudno umierać – zakończyła głośno.

    – To jest wyraźne przyznanie się do winy! – wrzasnął triumfalnie oskarżyciel. – Miałem rację!

    Ruda stała ze spuszczoną głową. Potargane włosy zasłoniły jej smutną twarz. Sędzia ponownie odroczył rozprawę.

    Jak długo będą mnie jeszcze męczyć? – pomyślała z rezygnacją, kiedy już bezpiecznie dotarła do celi. Oni chyba pragną mojego szaleństwa.

    – Dlaczego to powiedziałaś? – Czarny Anioł zjawił się tak nagle, że kobieta, zaskoczona jego obecnością, drgnęła przestraszona. – Chciałem ci pomóc.

    – Ja jestem skazana od początku – wyznała smutno.

    W ciemnościach panujących w celi jej oczy jarzyły się zielonkawym blaskiem. Przy intensywnym odcieniu włosów blada twarz Rudej nabrała niesamowitego wyrazu.

    Czarny Anioł spojrzał na nią podejrzliwie.

    – Ty naprawdę jesteś czarownicą – stwierdził przerażony.

    Chciał dotknąć jej skóry, ale pod dłonią poczuł miękkie futro czarnego kota.

    – Kim ty jesteś, Ruda? – Mężczyzna był wyraźnie zdezorientowany. Widział kobietę, dotykał zwierzę. – Wydawało mi się, że cię znam!

    Ta zaśmiała się ironicznie.

    – Jestem nią i jestem nim, a jednak nie istnieję. Śnisz mnie – rzekła i dodała enigmatycznie: – Tylko zegar stanął już. Przestał bić…

    – Ten mężczyzna to też ty? – spytał z niedowierzaniem Czarny Anioł.

    Nie odpowiedziała. Potrząsnęła tylko głową. Wtedy pochodnia obrońcy zgasła i cela kobiety pogrążyła się w całkowitych ciemnościach.

    W ciszy, która zapadła, rozległo się żałosne miauczenie.

 

c.d.n.

 

[1] Mario Clavel – „Mój list”

  

©2016 Iwona Anna Dylewicz