9. paź, 2016

- 7 -

  

"Teatr snów" - część 7

 

Ruda. Wyzwolenie

    Z naszych rozciętych nadgarstków zaczęła płynąć krew. Robiło mi się słabo, Kefas także tracił siły. Ale ten pierwszy, a zarazem ostatni akt spełnienia miał nas wyzwolić. Czułam przypływającą falę rozkoszy. Kochałam go.

    – Ruda, Ruda. – Szarpał mnie za włosy. – Co ty ze mną robisz?

    Krew zalewała nam twarze. Spijaliśmy ją w bólu i miłości.

    – Teraz – wyznał Kefas – kocham i nie chcę, aby miłość się skończyła. Jestem szczęśliwy, ale brakuje mi wolności. Nienawidzę tego Miasta.

    – Ja też cię kocham – szeptałam w uniesieniu. – I nie chcę spłonąć w krematorium tego potwora.

    Przytuliliśmy się do siebie, a wtedy Kefas nacisnął pedał gazu. Następnego dnia wszystkie dzienniki w Mieście podały następującą wiadomość:

    Dzisiaj znaleziono zwłoki pary kochanków-samobójców – niejakiego Kefasa i tajemniczego pochodzenia Rudej. Ktokolwiek ich znał, niech o tym zapomni. Pamięć o nich niech będzie przeklęta.

    Przyjaciele pana Cairo

Diabolo

    Na salę sądową wszedł kolejny świadek. Był nim wysoki i nazbyt szczupły mężczyzna. W gęstwinie jego włosów widniały dwa krótkie rogi. Ruda wiedziała, że będzie świadczył przeciwko niej.

    – Jak świadek Diabolo poznał oskarżoną? – spytał Sędzia.

    – Właściwie nie znam jej osobiście – padła natychmiastowa odpowiedź. – Widziałem ją raz w autobusie.

    – Proszę opisać to zdarzenie – rzekł Sędzia.

    Diabolo spojrzał na Rudą. W tej zielonookiej kobiecie było coś dziwnego, co od razu przyciągnęło jego uwagę.

    – Siedziałem samotnie przy oknie, wtedy wsiedli oni… – zaczął.

    – Oni? To znaczy kto? – zareagował błyskawicznie oskarżyciel, wchodząc świadkowi w słowo.

    – Ruda i ten facet. Usiedli po przeciwnej stronie. Ona kasowała bilety i spojrzała na mnie takim wzrokiem, że dreszcz mnie przeszedł.

    – Kim był ten mężczyzna? – zapytał Czarny Anioł.

    – Nie wiem. Zarówno jego, jak i Rudą widziałem po raz pierwszy.

    – Proszę opowiadać, co było dalej. – Sędzia przyspieszył przesłuchanie.

    – Siedzieli obok siebie i co chwilę wybuchali głośnym, zaraźliwym śmiechem. W jej głosie pobrzmiewała jakaś niesamowitość…

    – O czym oskarżona rozmawiała z tym mężczyzną? – Teraz zeznania Diabola przerwał sam Sędzia.

    Zapytany szybko odpowiedział:

    – Nie słyszałem wszystkich słów, gdyż siedziałem zbyt daleko. Poza tym ich rozmowę zagłuszał warkot silnika. Wiem tylko, bo zwróciło to moją uwagę – ciągnął dalej – że Ruda wypowiadała się o sobie jak o mężczyźnie.

    – Co świadek ma na myśli? – dociekał oskarżyciel.

    – Do określania swoich czynności używała czasowników rodzaju męskiego. Mówiła: zrobiłem, chciałem, zrozumiałem – wytłumaczył Diabolo.

    W tym momencie poczuł na sobie spojrzenie kobiety. Jej wzrok był zimny i nieprzyjazny.

    – Teraz opowiedz o włosach – mruknęła do siebie półgłosem.

    – W pewnej chwili Ruda zakryła sobie twarz włosami – powiedział posłuszny jej myślom Diabolo. – Mężczyzna je rozdmuchiwał. Oboje zanosili się śmiechem, lecz ona wciąż patrzyła na mnie.

    – Dziękujemy świadkowi – przerwał Sędzia. – Czy oskarżenie lub obrona mają jeszcze jakieś pytania do świadka?

    Tej okazji nie mógł i nie chciał przepuścić oskarżyciel.

    – Czy zdaniem świadka Ruda ma jakieś powiązania z siłami magii? – spytał zakapturzony mnich.

    – Tak. Jestem tego pewien – odpowiedział Diabolo zdecydowanie.

    – Czym świadek tłumaczy swoje stanowisko? – Do akcji wkroczył Czarny Anioł.

    – Sprzeciw – zaoponował oskarżyciel. – Odpowiedź jest jednoznaczna.

    – Oddalam – rzekł Sędzia. – Proszę kontynuować – zwrócił się do obrońcy.

    – Właściwie Ruda nic niezwykłego nie robiła, zachowywała się jednak dziwnie. W jej wzroku było coś demonicznego, jak by to określić… – Diabolo długo szukał odpowiednich słów. – Świadomość, że wszystko, co zechce, spełni się? Triumf, że potrafi rządzić przeznaczeniem zarówno swoim, jak i innych… Poza tym ona ma co najmniej dwie twarze! – stwierdził odkrywczo.

    Na sali zawrzało. Zakapturzone szkielety podniosły się znienacka i zaczęły zbliżać się do stojącej na środku kobiety. Miedzianowłosa natychmiast zamknęła oczy, lecz dematerializacja w tak silnym polu nienawiści była po prostu niemożliwa.

    – Świadek jest wolny – powiedział Sędzia. – Na dziś rozprawę zamykam. Proszę odprowadzić oskarżoną do lochu.

    Ruda odetchnęła z prawdziwą ulgą. Za nic nie chciała znaleźć się w kościstych łapskach rozjuszonych mnichów. Po chwili była już w ciemnościach. Paradoksalnie cela więzienna stała się jednocześnie jej azylem.

    Kobieta zapaliła papierosa.

    Ja chyba tylko śnię – jęknęła w duchu. – Ale jeśli to wszystko dzieje się naprawdę, oni na pewno zechcą mnie zniszczyć.

    Wzięła papier, ołówek i napisała:

różowe słonie tańczą w kałużach

i pada deszcz

największe kwiaty w różowych okularach

na karminowych ustach…

    Zasnęła. Mężczyzna o brązowych oczach delikatnie gładził jej rozpuszczone włosy.

 

c.d.n.
 
 

©2016 Iwona Anna Dylewicz