9. paź, 2016

- 3 -

 

"Teatr snów" - część 3

 

Oskarżenie

    Salę sądową oświetlały pochodnie. W ich blasku trupie twarze mnichów zdawały się jeszcze bardziej przerażające. Za masywnym drewnianym stołem ukryty w lekkim półmroku siedział Sędzia. Miał czerwone, świecące jak rozżarzone węgle oczy i sine usta. Czaszka, porośnięta tylko kępkami rozwichrzonych włosów, prześwitywała kosmosem, co sprawiło, że wyraźnie było na niej widać ruchy planet, śmierć i narodziny gwiazd, eksplozje, komety, mgławice…

    Na środku sali, w powrozach i łachmanach, stała rudowłosa kobieta. Jej twarz wyrażała całkowitą obojętność, tylko w oczach przyczaił się zwierzęcy strach. Oddychała szybko, raz po raz zaciskając skrępowane dłonie. Nagle drzwi otworzyły się i wbiegł człowiek z pochodnią. To był Czarny Anioł.

    Wówczas jeden z mnichów wstał i chrapliwym głosem ogłosił początek rozprawy.

    – Obecna tu kobieta zwana Rudą będzie dzisiaj sądzona przez nasze szacowne Zgromadzenie – odczytał pompatycznie z wielkiej Księgi. – Mamy szereg dowodów, że Ruda to czarownica i heretyczka. Należy więc w Czas Zaćmienia Księżyca rozpatrzyć je, po czym wydać stosowny do przewinień wyrok.

    Inkwizycja – przemknęło Rudej przez myśl. Niedobrze.

    – Oddaję teraz głos oskarżycielowi – zakończył swój wywód zakapturzony szkielet, zamykając Księgę.

    Wtedy do mównicy podeszła postać jeszcze bardziej odrażająca. Prokuratorem był mnich równie wysoki jak pozostali, ale na jego bezcielesnej twarzy widać było resztki świeżo zakrzepłej krwi. Rudej zrobiło się słabo.

    – Dajcie jej łyk szampana – usłyszała z oddali, jakby przez mgłę. – Nie wolno nam przerywać rozprawy.

    Po chwili kobieta wróciła do siebie. Oskarżyciel zaczął odczytywać listę zarzutów.

    – Ruda to czarownica. Jest kotem, śni się innym – mówił z oburzeniem, gwałtownie gestykulując kościstymi dłońmi. – A przede wszystkim – zagrzmiał – Ruda kocha! Kocha mężczyznę, człowieka! – W pustych oczodołach mnicha rozjarzyło się na moment złowróżbne światło. – To heretyczka! – Jego głos odbijał się gniewnie od ścian sali i wracał do zgromadzonych. – Ona twierdzi, że istnieje miłość! Wobec powyższego domagam się najwyższego wymiaru kary! – zakończył.

    W tym momencie odezwał się Sędzia. Mimo monstrualnej postury i demonicznej wręcz fizjonomii miał bardzo dźwięczny i przyjemnie głęboki głos. Kiedy mówił, jego migoczące już oczy roziskrzyły się jeszcze bardziej.

    – Oskarżona ma głos. Co powiesz, Ruda, na swoją obronę?

    – Jestem niewinna! – krzyknęła kobieta. – Słyszycie, potwory? Jestem niewinna!

    Wzburzona wstrząsnęła włosami, które opadły na jej twarz. Na kamienną posadzkę sfrunęło kilka źdźbeł słomy. Wtedy niespodziewanie pojawiło się echo. Odbity od ścian głos zadźwięczał nagle w ciszy:

    – Winna, winna…

    Czyżbym sama na siebie wydawała wyrok? – pomyślała z przerażeniem.

    – To nieprawda! – krzyknęła.

    Echo powtórzyło:

    – Prawda, prawda…

    Na sali natychmiast zapanowało wyraźne poruszenie. Skrzekliwymi głosami, gorączkowo przy tym gestykulując, mnisi dość bezceremonialnie konsultowali się między sobą. Sędzia, rozdrażniony hałasem, uparcie starał się przywrócić spokój, z całych sił stukając swoim młotkiem. Po dłuższej chwili gwar wokół w końcu ucichł. Jedynie puste oczodoły zakapturzonych postaci wciąż pałały nienawiścią, a obnażone zęby zazgrzytały złowrogo na bezcielesnych twarzach.

    Jestem zgubiona! – Ruda zaczęła myśleć o ucieczce. Spojrzała w lewo i ujrzała Czarnego Anioła trzymającego pochodnię. Ich oczy się spotkały. Wtedy wydało się jej, że mężczyzna mrugnął porozumiewawczo. Kobieta rozejrzała się dumnie i powtórzyła spokojnie:

                     

    – Jestem niewinna. Nie mam nic więcej do powiedzenia.

 

c.d.n.
 

©2016 Iwona Anna Dylewicz